Wolisz coś pooglądać? Zajrzyj na mój kanał. :)

Jesteś spragniony większej wiedzy? Wejdź na Patronite projektu, gdzie publikuję wyjątkowe treści - dostępne tylko dla moich Patronów!

Słuchaj na Spotify

W podcaście przeprowadzam wywiad z Agą Żarczyńską - behawiorystką zwierząt specjalizującą się w gadach, wolontariuszką z Fundacji Epicrates, przyszłą techniczką weterynarii oraz autorką fanpage na Facebooku Bezrobotny Behawiorysta po Akademii Rolniczej w Mieście Inspiracji.

Z nagrania dowiesz się:
- czy warto studiować behawiorystykę zwierząt,
- jak możesz zacząć swoją przygodę w świecie gadów,
- w jaki sposób ludzie najczęściej zaniedbują gady, które trzymają w domu,
- skąd biorą się kameleony na placach zabaw i węże w parkach,
- czy da się stworzyć odpowiednie warunki (zbliżone do naturalnych) gadom w domu,
- czy utrzymanie gada jest kosztowne,
- czy należy posiadać odpowiednie dokumenty w przypadku utrzymania niektórych gatunków,
- czy kupowanie gada w sklepie zoologicznym jest dobrym rozwiązaniem,
- czym charakteryzuje się jajożer.

Agę możesz znaleźć na jej fanpage TUTAJ.
Podaję Ci też namiary na Fundację Epicrates KLIK.
Pamiętaj, że niestety obecnie (ze względu na sytuację z pandemią) nabór do wolontariatu może być chwilowo wstrzymany. Skontaktuj się z Fundacją w celu uzyskania szczegółowych informacji.
Autorką zdjęcia Mlema (czyli gekona Agi, widocznego na miniaturze do tego podcastu) jest Kasia Stachura, która zajmuje się fotografią zwierzęcą. Możesz znaleźć ją na Facebooku, TU.

Do potem!

​​​Transkrypt:

Intro: Cześć! Mam na imię Sylwia i prowadzę projekt Bliżej Zwierząt, który ma na celu pomoc Ci zrozumieć dziki świat! Witaj w Dzikim Podcastcie, w którym opowiadam, wyjaśniam i dyskutuję na tematy związane z dziką przyrodą i jej mieszkańcami. Jeśli chcesz stać się bardziej świadomym świata, który Cię otacza - to dobre miejsce. Razem ze mną poznawaj go, odkrywaj i zachwycaj się nim. Więcej treści znajdziesz też na stronie www.blizejzwierząt.com Dzięki, że z nami jesteś – jedziemy!

 

Sylwia: Witaj w pierwszym podcastcie projektu Bliżej Zwierząt, moim dzisiejszym gościem jest Aga Żarczyńska – behawiorystka, wolontariuszka, techniczka weterynarii i osoba specjalizująca się w gadzich tematach. Aga, czy możesz nam trochę opowiedzieć o sobie, czym Ty się w ogóle dokładnie zajmujesz?

Aga: Dzień dobry wszystkim. Na tą obecną chwilę, tak jak powiedziałaś – jestem behawiorystką, ponieważ skończyłam te same studia co Ty. <śmiech> Byłyśmy na tym samym roku, skończyłyśmy obie behawiorystkę zwierząt w Lublinie. I z behawiorystką zwierząt jest trochę nieodłącznie związana fundacja Epicrates, w której jestem wolontariuszką. Tak jakby to się zaczęło przez uczelnię – później może jeszcze o tym więcej opowiem. Fundacja Epicrates to był mój początek „gadziej przygody”, ponieważ jest to fundacja, która zajmuje się właśnie gadami, płazami, bezkręgowcami i ratowaniem ich, jeżeli są porzucone, niechciane, wymagają rehabilitacji czy pomocy weterynaryjnej.
Sprostuję tylko – jeszcze nie jestem technikiem weterynarii, dopiero będę! <śmiech> Za pół roku. Został mi jeszcze jeden semestr i aktualnie, tak szczerze, jeżeli mam powiedzieć czym się teraz zajmuję, tak najbardziej, to ten technik mnie w tej chwili najbardziej pochłania. Jestem świeżo po egzaminach, dzisiaj jeszcze pisałam jeden rano. Czyli jestem po pierwszej kwalifikacji, mam nadzieję, że zaliczonej. Został jeszcze jeden semestr i dopiero wtedy będę się mogła mianować technikiem weterynarii.
No i z takich rzeczy, którymi jeszcze się zajmuję w tym momencie to również prowadzę swoją stronę na Facebooku, o troszeczkę innej tematyce. <śmiech> Związanej też trochę z naszym kierunkiem, która nazywa się – teraz sobie dopiero uświadamiam, że chyba pierwszy raz powiem to głośno i publicznie <śmiech> - Bezrobotny Behawiorysta po Akademii Rolniczej w Mieście Inspiracji. Teraz sobie uświadamiam, że ta nazwa brzmi dość głupio. <śmiech>

Sylwia: Nie, jest bardzo chwytliwa, jest doskonała, świetna! Jeszcze sobie o tym porozmawiamy! Ja chciałam spytać, przy okazji, czy ten Twój technik weterynarii, to też tutaj specjalizujesz się w gadzich tematach? Jak to jest?
Aga: To jest tak, że jeżeli chodzi o gadzie tematy to na zajęciach mogę liczyć dokładnie na tyle samo gadów, co u nas na behawiorystyce, czyli po prostu tyle ile ja sobie sama zrobię.

Sylwia: <śmiech>
Aga: Taki podstawowy technik weterynarii głównie obraca się najpierw wokół zwierząt gospodarskich, teraz właśnie pisałam tą kwalifikację, która się obraca wokół tam rozrodu, inseminacji i tak dalej. Później dopiero będą jeszcze jakieś takie już rzeczy związane typowo z kliniką weterynaryjną. Natomiast no głównie pewnie będą psy i koty, nie sądzę żebyśmy poruszali jakieś gadzie tematy. Więc tutaj no będę samoukiem, jestem samoukiem, ale nie czuję się na tyle pewna w tym jeszcze, żeby tutaj jakkolwiek od strony weterynaryjno-technicznej cokolwiek się wypowiadać.

Sylwia: Okej, czyli wszystko w toku! Jeszcze się uczysz, dobra.

Aga: Tak.
Sylwia: Jak już w sumie zaczęłyśmy temat twojego fanpage, to ja go pociągnę… <śmiech>
Aga: Dobrze! <śmiech>

Sylwia: Chciałam się spytać – jaka była motywacja do założenia takiego fanpage?

Aga: Motywacji było kilka! Pierwsze co, to trochę przez to, że ja tego technika zaczęłam na ostatnim semestrze behawiorystyki. Przed obroną magisterki. Po skończeniu studiów, ten technik mnie tak właśnie pochłoną i trochę zaczęło mi być szkoda, że odjechałam od tego tematu behawioru. Chciałam w jakiś sposób do niego wrócić, więc stwierdziłam, że to będzie fajny sposób. Dodatkowo jeszcze, nie ukrywam, że no… mam dużo żalu do tych studiów. <śmiech> I do tego kierunku. Więc trochę też chciałam się na tej stronie wyżyć – wylać swoje żale i wszystkie niedociągnięcia jakie tam zobaczyłam, których doświadczyłam. Przelać swoją frustrację może w ten sposób – na słowo pisane. Poza tym ja bardzo lubię pisać, występować, prezentować więc też się chciałam sprawdzić w tej części. Poza tym jest dużo treści związanych z tym co było na zajęciach, czym mogłabym się na przykład podzielić, albo co mogłabym zdementować, jakieś notatki czy informacje, które były naszym zdaniem błędne. Albo które były fajne i warte podzielenia się szerzej. Często jak mam okazję (mam nadzieje, że będzie to coraz częściej!) to chętnie się też dzielę jakimiś darmowymi wydarzeniami z zakresu behawioru. Jakieś kursy, albo darmowe webinary – chętnie je postuję. No i chyba taką ostatnią rzeczą, która była powodem do założenia tej strony to były właśnie te moje gady, którymi się bardzo interesuje, a których na behawiorystyce jest mało. I w sumie wiedza na ich temat uważam, że jest bardzo warta podzielenia się. To są bardzo ciekawe zwierzęta.
To głownie te rzeczy, chociaż myślę, że jednak taki największy, główny powód to było jednak to takie wylanie swoich żalów. <śmiech>

Sylwia: Okej. To teraz następne pytanie, związane z tym co powiedziałaś – co Ty w ogóle myślisz o tym kierunku? O behawiorystyce zwierząt, przypomnijmy – na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Zrobiłaś też posta ostatnio na temat innych kierunków o tematyce zwierzęcej – podobnej, ale inne. I co w ogóle myślisz o tych kierunkach, o czymś takim?  O tym, żeby w ogóle ktoś w to szedł? Jak się do tego zapatrujesz? Czy uważasz, że lepiej jest studiować to, pójść na to, czy jednak sobie odpuścić? Rozwiń temat, odpowiedź, jak możesz!

Aga: Jeżeli chodzi o behawiorystykę, tą nasza lubelską – to ja uważam, że jest to nieudany eksperyment.

Sylwia: <śmiech> Okej!

Aga: Uważam, że to może i miało dobre intencje, ale wykonanie jest raczej słabe. Uważam, że tam jest bardzo dużo rzeczy, które nie mają nic wspólnego z behawiorem. Uważam, że bardziej powinno to iść w takim kierunku, w jakim idzie może taka ludzka psychologia. Ostatnio sobie myślałam o tym, że mieliśmy cały semestr zajęć z pielęgnacji zwierząt i przygotowywania ich do wystaw… i… no myślę sobie, że to jest kompletnie w ogóle nie na miejscu, nie na temat bo podejrzewam, że na psychologii ludzkiej nie mają całego semestru, gdzie mówią o fryzjerstwie.

Sylwia: <śmiech>

Aga: No tak mi się to kojarzy! Albo cały semestr mówienia o fizjoterapii zwierząt, gdzie to są zupełnie oddzielne kierunki, rzeczy na które musisz robić oddzielne papiery, oddzielne kursy. Dla mnie nie ma sensu tracić na coś takiego czasu. Mieliśmy przecież dziewczyny, które robiły zoofizjoterapię oddzielnie i na ten semestr zajęć, w porównaniu do tego co one miały, to jest w ogóle niebo, a ziemia. Nie wiem w ogóle po co to tam jest. Tak samo z tą pielęgnacją. Tak samo mi się wydaje z tą terapią ze zwierzętami, gdzie też na dogoterapeutę trzeba mieć oddzielne uprawnienia. Semestr zajęć nie da pokryć tej wiedzy, którą trzeba mieć do tych (moim zdaniem) zupełnie oddzielnych zawodów. Ja sobie zupełnie inaczej wyobrażałam te studia i wydaje mi się, że miałabym nawet mniej pretensji o to jak one wyglądały, gdyby one poszły w takim kierunku bardziej etologicznym. Gdybyśmy np. byli (to górnolotnie zabrzmi!) takimi naukowcami trochę. Żebyśmy analizowali badania behawioralne, projektowali własne badania, jakoś próbowali ocenić metodologię różnych badań albo tworzyć własne metody, projektować własne eksperymenty. Np. mieć za zadanie semestralne obserwować jakiś gatunek przez jakiś czas, stworzyć jakiś etogram. Coś takiego wiesz, wzniosłego bardziej niż tylko robienie prezentacji w PowerPoincie, kopiowanych z Internetu. Nawet gdyby to było bardziej coś takiego, z takim totalnie naukowym podejściem, ale bez tych aspektów praktycznych pracy behawiorysty. Czyli jedziesz do kogoś i po prostu rozwiązujesz jakiś problem behawioralny zwierzęcia.. - to byłabym w stanie jeszcze jakoś udźwignąć i byłabym zadowolona myślę z takich studiów. A my nie dostaliśmy ani takiej strony typowo naukowej, ani nie dostaliśmy strony praktycznej tej pracy behawiorysty.

Sylwia: Okej, czyli strata czasu czy jednak nie?

Aga: Studia same w sobie są o tyle fajne, że w sumie chyba niezależnie od tego jak bardzo są udane to wydaje mi się, że zawsze dają Ci to poczucie jak wielu rzeczy jeszcze nie wiesz. I behawiorystyka, pomimo tego, że mam do niej wiele zastrzeżeń, to mi na pewno dała to poczucie – jakby ogromu tej wiedzy. Więc to jest fajne doświadczenie i wydaje mi się, że wartościowe, żeby tego doświadczyć. Czy strata czasu… Hm, ja na pewno inaczej bym teraz podeszła do tych studiów. Gdybym wiedziała, że one przez cały czas trwania będą tak wyglądać to myślę, że bym trochę inaczej to rozegrała. Myślę, że  jeżeli ktoś miał w trakcie takie podejście, że olał te zajęcia – nie mówię, że nie przychodził! – ale no jakoś nie uczył się za specjalnie tylko wyznaczył sobie jakiś tam swój tor, swoją działkę, chciał iść w konkretnym kierunku, miał pieniądze na jakieś właśnie kursy, albo seminaria, załapał się gdzieś, tak jak ja np. załapałam się w fundacji jako wolontariuszka – to mi bardzo dużo dało. Jeżeli ktoś nie polegał tylko i wyłącznie na tych studiach to myślę, że no ok.

Sylwia: Okej. Ja myślę, że my wszyscy na pierwszym roku nie robiliśmy nic poza studiami. Nie wiem czy też masz takie odczucia, że wszyscy po prostu byli na tych studiach i tak – no ok. Pierwszy rok, wiadomo musi się rozkręcić, drugi rok… Ja np. na 3 roku zaczęłam się zastanawiać, że hmmm

Aga: To się już nigdy nie rozkręci!

Sylwia: No właśnie o to chodzi! Że tu jest chyba ten moment, że ja już sama muszę coś robić. To chyba było przy okazji praktyk, po drugim roku. Już zaczęłam myśleć, że nawet uczelnia nie jest w stanie mi takich miejsc ciekawych zaproponować na robienie praktyk, więc tu już chyba trzeba wejść z własną, mocną inicjatywą. No i tak to się zaczęło. I wtedy też zobaczyłam, że inne osoby też coś robią – jakieś właśnie wolontariaty, czy gdzieś tam dalej się dokształcają. Czy Ty myślisz, że coś takiego, jeżeli ktoś pójdzie na te studia no brzydko powiem – żeby zdobyć papier, ale będzie się jednak kształcił też obok (no to wymaga dużego samozaparcia i takiej, moim zdaniem, chęci w tym że wiesz po co to robisz), żeby rozwijać się poza studiami jednocześnie to czy myślisz, że to ma sens? Takie coś, żeby się kształcić gdzieś, ale te studia robić równocześnie?

Aga: Ja myślę, że tak. Tylko jak my zaczynałyśmy te studia to były chyba jedyne takie studia. Jeszcze chyba była tylko jakaś podyplomówka w Warszawie. A teraz tych kierunków trochę powstało, trochę jak grzyby po deszczu i mi się wydaje, że jeżeli by się gdzieś trafił kierunek, albo jakieś studium, gdzie to jest lepiej jakoś przeprowadzone, to wydaje mi się, że tak. Jak najbardziej powinno się iść. Dużo osób też do mnie pisze, że co sądzę o tym kierunku, co o tamtym, a ja piszę, że pierwszy raz w ogóle widzę te kierunki, bo one jakoś tak szybko powstały w ostatnim czasie. Ja tego kompletnie nie śledziłam i ostatnio chyba któraś z dziewczyn mi wysłała stosowaną psychologię zwierząt w Warszawie, coś takiego.

Sylwia: O wow.

Aga: No i jak patrzę na ich plan zajęć to jest o niebo lepszy niż ta nasza behawiorystka. W sensie takie bardziej właśnie ukierunkowane na ta psychologię, a nie że masz na każdym semestrze jakieś zajęcia z rozrodu, jakieś zajęcia z dobrostanu i w sumie w kółko klepiesz to samo. Wydaje mi się, że warto to robić. Gdzieś mi tam ostatnio mignął post, że trwają prace (w końcu) nad uregulowaniem zawodu psychologa (takiego ludzkiego oczywiście). Ja np. nie wiedziałam, nie interesowałam się tak na tyle żeby wiedzieć, że psychologia ludzka też jest do tego stopnia rozregulowana, że nie tylko ludzie po studiach 5 letnich mianują się psychologiami, ale psychologami mianują się też wiesz, ludzie bez niczego – otwierający sobie gabinety i przyjmujący ludzi. To mi się nie mieści w głowie! I chciałabym, żeby to było tak uregulowane też w naszym zawodzie. Wiem, że do tego to jeszcze… pewnie lata to potrwa, zanim do czegoś takiego dojdzie. Ale chciałabym aby była taka jedna rzecz – nie wiem czy studia, czy kursy czy jakiś test wiedzy – nie wiem, na to to mam za małą głowę, żeby coś takiego rozstrzygnąć – ale żeby było coś takiego w Polsce, żeby każdy musiał przez to przejść, żeby się tym behawiorystą mianować. Żeby to jakoś wszystko uregulować, żeby to nie było takie, że każdy może sobie powiedzieć, że jest behawiorystą, albo zoopsychologiem.

Generalnie ja bym szła, mimo wszystko, na takie kursy/studia, aczkolwiek z taką lampką w głowie – nigdy nie wiadomo czy ktoś na danej uczelni podszedł do tego z sercem i przygotowaniem i z misją, czy to jest tak sobie otworzony kierunek, żeby przyciągnąć studentów, nie wiadomo jakiej to będzie jakości i jakie to będą informacje - czy prawidłowe czy jakieś przestarzałe – bo nam też się takie zdarzały. Mieć w głowie, że różne rzeczy tam można spotkać, na tych studiach i że dużo też pracy będzie trzeba włożyć samemu, właśnie najlepiej się gdzieś załapać na wolontariat, czy do miejsc gdzie będzie można tą praktykę sobie odbyć.

Sylwia: Yhm, jasne. Rozumiem. Czyli trzeba budować własną eksperckość tutaj już.

Aga: Ja generalnie znam też opinie osób, które szły na kierunki typu behawiorystka, albo inne z tych nowszych, jakby z pełną świadomością, że one robią to tylko dla papieru, bo boją się, że kiedyś w przyszłości ten zawód zostanie uregulowany i będą musiały mieć studia, żeby móc być behawiorystami. Jeśli nawet kiedyś się tak stanie, jeżeli chodzi o taką pracę typową behawiorysty z typowymi zwierzętami - pies czy kot, to uważam, że nasze studia nie powinny nam gwarantować tego tytułu. <śmiech> Nic pod tym kątem nie było, a o kotach to chyba nawet nic nie mieliśmy.

Sylwia: No nie, nie. Koty są ogólnie ciężkie, ale studia nie przygotowały mnie do bycia kocia mamą. To mogę powiedzieć niestety szczerze... No dobra! To może zejdźmy na nieco, nie wiem czy ciekawszy, ale może milszy temat. Bo wspomniałaś o fundacji, nie?

Aga: Tak

Sylwia: Ja się chciałam spytać, bo tam wspominałaś, że właśnie to Ci otworzyło pewne bramki. Chciałam się spytać jak to się zaczęło ze Ty w ogóle zostałaś wolontariuszką, jak to w ogóle było?

Aga: Przez przypadek, to był totalny przypadek! Nie wiem czy pamiętasz, na rozdaniu indeksów, na pierwszym roku, jak było to całe rozdanie i było tak uroczyście i uczelnia zaczęła się tak reklamować i przyszli miedzy innymi ludzie, którzy tam przedstawiali jakie są te wszystkie sekcje kół studenckich. I pamiętam, że padła ta terrarystyczna sekcja i pamiętam, że jakieś takie poruszenie na tej sali było - że oh! Róbmy coś więcej, zapiszmy się na sekcje! I jak się zaczął pierwszy tydzień zajęć i było można się do tych sekcji zapisywać, to pamiętam, że poszłam do ówczesnego opiekuna sekcji z tym podaniem o zapisanie się. Ten Pan ma gabinet z Panią razem, w jednym pokoju, która zajmowała się sekcja psią i oni mają oddzielne wejścia, ale w środku są razem. I pamiętam, że do Pana, który był opiekunem sekcji terrarystycznej stałam ja, a do Pani od psów stało chyba z 7 czy 8 dziewczyn. Była taka dysproporcja! Wszyscy chcieli do psów, a ja stwierdziłam, że pójdę sobie na coś, o czym kompletnie nie mam pojęcia. Bo ja wtedy o gadach kompletnie nic nie wiedziałam!

Sylwia: W wow!

Aga: Tak. To nie było tak, że ja tam przyszłam, wiesz, jakby specjalizując się w tym. Ja zawsze miałam koty w domu i tak stwierdziłam, że no dobra te koty… no to coś tam już niby wiem – gdzie potem się okazało, że gówno wiem, no ale <śmiech> to się okazało w trakcie. Psy stwierdziłam, że mnie jakoś za szczególnie nie interesują, pozostała część tych sekcji była jakaś nie dla mnie i stwierdziłam – hm, gady! Fajnie, w sumie pójdę sobie! No i poszłam. I się okazało, że Pan który właśnie wtedy był opiekunem sekcji był bardzo zdziwiony, że ktoś w ogóle chciał przyjść i on mi powiedział, że ta sekcja to tak generalnie na papierze jest, ale ona nie istnieje – bo nikogo w niej nie ma.

Sylwia: <śmiech> Ale Cię zachęcił!

Aga: <śmiech> I rozmawiałam z nim, no i on powiedział mi, że no tutaj nie będzie żadnych spotkań bo jestem jedyną członkinią, ale jest takie miejsce, gdzie poprzedni członkowie tej sekcji jeździli. W schronisku dla zwierząt w Lublinie jest takie miejsce gdzie są gady i tam można sobie jeździć na wolontariat i tam się tymi gadami zajmować. Mi się oczy zaszkliły, to ten moment – będę mogła opiekować się gadami! Ja jak przyjechałam do lublina, to nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle jest tutaj. No i on mnie tam umówił, w schronisku. I tak się zaczęła moja przygoda! Przyszłam tam zupełnie zielona.

Sylwia: Powiem ci, że ja nie wiedziałam o tym! Mega ciekawe.

Aga: Dużo ludzi nie wie. <śmiech>

Sylwia: Fajna historia! I ona się wiąże z moim następnym pytaniem. Chciałam się też spytać czy do tej fundacji są przyjmowane osoby, jako wolontariusze, tylko takie które się znają na tych gadach i już miały jakieś doświadczenie z nimi czy też mile są widziane osoby, które nie miały w ogóle styczności z tego typu zwierzętami, ale chcą się nauczyć. I właśnie o to chciałam spytać!

Aga: Na moim przykładzie wychodzi na to, że nie trzeba mieć przygotowania żadnego wcześniejszego, może każdy kto chce pomóc jakoś (tylko ograniczenie jest, że musi mieć 18 lat). Nie trzeba mieć jakiejś super wiedzy, ja wszystkiego uczyłam się od podstaw. Pierwszy dzień w schronisku, cały czas pamiętam jak właśnie byłam umówiona na to spotkanie, bo to było dla mnie ogromne przeżycie – jak zobaczyłam te terraria i te węże i te jaszczurki i wszystko! Więc no nie ma problemu, jak ktoś chce się uczyć od podstaw to nie ma problemu. Ja sama też przyjmowałam, już później, jak byłam parę lat już wolontariuszką to później też szkoliłam nowych wolontariuszy, wielu z nich nie miało żadnej styczności z gadami. Wiadomo, jak ktoś ma już doświadczenie to zawsze jest łatwiej, przynajmniej w jakimś tam jednym typem zwierząt, ale zapraszamy także ludzi bez doświadczenia!

Sylwia: Super! A macie dużo takich chętnych, które chcą być wolontariuszami?

Aga: No właśnie niestety nie.

Sylwia: Czyli ktoś kto słucha chciałby i myśli o tym to mogę go przekierować do Ciebie, rozumiem?

Aga: W całym schronisku jednak pieski i kotki wygrywają – tam jest więcej wolontariuszy niż u nas. I tak! Jeżeli ktoś chce to zapraszamy bo wolontariusze się zawsze przydają.

Sylwia: Super to jeżeli ktoś z Was myślałby o tym, albo chciałby porozmawiać nawet bo nie jest pewien czy by dał radę, a się zastanawia – to tutaj odsyłam do Agi. Jeszcze pod koniec będzie mowa, gdzie można ją znaleźć.

Aga: Ja z góry jeszcze dodam, że też nie ma problemów gdy ktoś nie chce się opiekować jakimś danym typem, danym rzędem zwierzęcia. Np. mieliśmy ludzi, którzy nie chcieli się zbliżać do węży czy do pająków – to nie ma problemu. To nie jest tak, że trzeba robić wszystko naraz, tylko można sobie przyjść poobserwować zwierzęta. Posprzątać czy nakarmić te, które się chce. To wolontariat, nie zmuszamy do niczego.

Sylwia: Super! Dobrze, że  tym mówisz bo faktycznie znam takie osoby, które np. gekony super, ale pająki już nie. Albo mam kolegę, który się panicznie boi węży, za to uwielbia kameleony. Super, że o tym mówisz, fajnie. Dobra, a ja bym jeszcze chciała się spytać – z jakimi najczęściej przypadkami się spotykacie w fundacji. O czym ludzie nie myślą biorąc gada do domu i zwierzęta te ponoszą tego konsekwencje? Co to jest najczęściej?

Aga: Najczęściej wydaje mi się, że jest to nieprawidłowa dieta. To chyba taki sztandarowy przykład. I najczęściej ofiarami tej nieprawidłowej diety i nieprawidłowych warunków, ale ta dieta zawsze wygrywa jednak – nie wiem czemu… może dlatego że jest dużo rozbieżnych informacji, w różnych źródłach internetowych i książkowych na ten temat, wiele przestarzałych informacji. I największą taką grupa, która zazwyczaj cierpi to mam wrażenie że są żółwie, mam wrażenie, że najwięcej obrywają. Według mnie ze względu na to, że no jest ich dosyć dużo, są dosyć popularne, takie bym powiedziała – popularne w sensie, jaszczurki i węże to się uważa, że to jest takie „wow!”, tak żółw to jest „a, żółw.”. Dużo ludzi miało żółwie, nie? Ja nawet pamiętam u siebie w domu rodzinnym jeszcze, tam zawsze albo był jakiś żółw sobie chodził. Mieliśmy jednego żółwia, albo komuś tam zawsze zalegał pod kaloryferem albo lodówką. Te żółwie są takie wszechobecne. Były od lat 90tych chyba, tam gdzieś niestety żywione jakąś sałatą, na gazecie w przedpokoju – pamiętam to tak niestety u mnie wyglądało, jak jeszcze byłam dzieckiem. Więc chyba żółwie są najbardziej pokrzywdzoną grupą. I najczęściej właśnie dieta, brak dostępu do promieniowania ultrafioletowego. To puszczanie tych żółwi, ale innych gatunków też, luzem po domu, gdzie one nie mają swojego terrarium, tylko sobie chodzą tam gdzie chcą.

Sylwia: A to właśnie powiedz dlaczego to jest nieprawidłowe, bo rozumiem, że tak się nie powinno robić?

Aga: Tak. Generalnie to jest kilka powodów. Większość dotyczy narażenia zdrowia i życia gada, ale są też takie, które wiążą się z narażeniem zdrowia, a czasami też czytałam o przypadkach narażenia życia ludzi. Ponieważ gady generalnie z racji tego, że są zmiennocieplne i często (nie wszystkie oczywiście) są też z takich miejsc na Ziemi, które jednak mają wyższa temperaturę, niż my tutaj w Polsce. I takie zwierzęta powinny mieć stałe warunki temperaturowe, a nie da się ich zapewnić tak po prostu w domu, na podłodze. Wiadomo przeciągi, my możemy inaczej też odczuwać temperaturę mają „normalny „wzrost, a inaczej będzie odczuwać żółw przy samej podłodze, nie? Więc tak – pierwsze to, że nie da się tak idealnie temperatury wypośrodkować jak by się dało to zapewnić w zamkniętym zbiorniku. Niektóre gatunki potrzebują dostępu właśnie do promieniowania UVB, którego też nie da się zapewnić jeżeli gad sobie chodzi pod stołem domu, luzem. Zawsze jest ryzyko nadepnięcia, przygniecenia drzwiami, nawet czasami nie zauważysz, że jaszczurka Ci gdzieś wskoczyła, albo może uciec. No różne są sytuacje. Gady też mają troszeczkę inną florę bakteryjną niż my, chodząc po domu roznoszą tą florę po wszystkich meblach, rzeczach, mogą też defekować – bo to wiadomo, nie tak jak kot do kuwety, tylko załatwi się gdzie akurat będzie miało ochotę. Zostawia więc te patogeny, rozsiewa je po całym domu i to też może być narażeniem zdrowia ludzi. Jeżeli mamy w domu dzieci, albo osoby z zaburzoną odpornością, osoby starsze, no to czasami może to się źle skończyć. Ja przygotowując chyba pracę pisemną na choroby odzwierzęce, na którymś tam roku, znalazłam przypadki dzieci, małych dzieci, niemowląt, które no umarły. Ze względu na to, że rodzice niedopilnowani takich kwestii higienicznych. Pamiętam, że była taka historia, że ktoś dostał żółwia od znajomego i rodzice po prostu, wiesz, nie umyli rąk, niedopilnowani, wzięli to dziecko i niestety trafiło z ciężką biegunką do szpitala i zmarło. To była ileś miesięczna dziewczynka, tam już nie pamiętam. No zazwyczaj to może skończyć się biegunką, ale może tez być gorzej.

Sylwia: O wow…

Aga: No to tak hardcorowo. Ale jeśli chodzi o samo zdrowie gadów to brak możliwości zapewnienia stałej temperatury, narażenie na przeciągi, nadepnięcia, uszczerbki na zdrowiu… a jeżeli w domu jeszcze są luźno puszczone zwierzęta inne gatunków, np. ssaków – pies czy kot, no to narażamy też gada na konfrontację z takim zwierzęciem. My mieliśmy w Epicratesie przypadek żółwia, któremu kot wydrapał jedno oko, mieliśmy żółwia, któremu pies odgryzł łapę, czy wyrwał kawałek pancerza. No różnie bywa.

Sylwia: ktoś do Was przyniósł takie zwierzęta? Jak to się stało, że one u Was wylądowały? Zastanawia mnie czy ktoś zrobi coś takiego i przyniesie i powie „mój pies odgryzł łapę żółwiowi, macie!”. I zastawiam się czy ludzie robią takie rzeczy, czy są do tego stopnia….

Aga: Ja już nie pamiętam dokładnych przypadków, nie znam historii tych zwierząt od strony takiej właścicielskiej. Pamiętam, że był taki przypadek, gdzieś jest chyba nawet nagranie na stronie na Facebooku Epicratesa, gdzie ktoś przyniósł dwa żółwie, które miały tak złą dietę, że one były praktycznie miękkie. Palcem się dało je ugniatać.

Sylwia: Chyyyyyba słyszałam o tym coś.

Aga: No…

Sylwia: Kurcze, niesamowite historie nam tutaj opowiadasz. W ogóle nie spodziewałam się, że takie rzeczy w ogóle mają miejsce.

Aga: Pamiętam też, że te żółwie w ogóle od razu poszły do uśpienia i gdzieś na stronie Epicratesa, w zdjęciach czy w filmach można wyszukać nagrania, gdzie nasza Pani weterynarz… no gdzie można je dosłownie zgniatać tak wiesz, palec wcisnąć do środka. Tu było akurat tak, że ktoś przyniósł ale co do tamtych przypadków to niestety nie pamiętam wszystkich. One też czasami trafiają do lekarzy weterynarii i no, czasami tam są zostawiane.

Sylwia: Jasne. No! Poza tym to nie jest problem zostawić takie zwierzę, bo znamy historie, że żółw chodził po ulicy czy waż po lesie. Ludzie wypuszczają.

Aga: No to są głównie takie historie, że ludzie wypuszczają te zwierzęta i pamiętam historię chyba z zeszłego roku, gdzie mieliśmy kameleona który był gdzieś tam znaleziony na placu zabaw na drzewie. Taki sztandarowy nasz przykład Epicratesowy to jest Misia, która już jest adoptowana, już jej nie ma w fundacji, ale Misia była bardzo dużym już jak na tamten czas pytonem tygrysim i ona została znaleziona chyba w parku ludowym. Sobie tam pełzała. Pamiętam jakieś opowieści o zwierzętach łapanych na dworcu PKS, tam wiadomo że z paczki gdzieś wychodzą też na poczcie. Na jakiś klatkach schodowych były łapane te zwierzęta – to taki standard, że tak powiem.

Sylwia: Właśnie. Wydaje Ci się, że ludzie robiąc takie rzeczy myślą i są przekonani, że zwierzę sobie samo poradzi w tych warunkach? Myślą, że wypuszczą je na wolność i jakby wszystko będzie okej?

Aga: Ja kiedyś miałam do czynienia przekonać się o tym bardzo blisko, rozmawiając z osobą która miała żabę, nie pamiętam co to był za gatunek, ale nie nasz rodzimy, jakiś egzotyczny. Na żabkach się nie znam niestety, więc nie pamiętam co to było. I ta osoba mi powiedziała, po prostu o tak o, przy herbatce, że no ona kiedyś miała żabkę i sobie ją trzymała w terrarium, ale zrobiło się jej szkoda i stwierdziła, że wypuści ją tutaj do stawu, obok domu. Czasami ludzie chyba myślą, że faktycznie będzie lepiej, jakieś dziwne wyrzuty sumienia ich zaczynają trawić i myślą, że tym zwierzętom będzie lepiej, powiedzmy, że w naturze. Bo jeśli to jest gatunek egzotyczny, to to nie jest ich natura tylko jakieś obce dla nich środowisko. Ale są też ludzie, którzy wydaje mi się, że po prostu też pozbywają się problemu, nie? Jeśli zwierze zachoruje, nie ma chęci, albo pieniędzy na leczenie to takie zwierzęta są wypuszczane. Ja nie wiem co Ci ludzie myślą, ale no.

Sylwia: No to pewnie kosztuje, żeby znaleźć takiego odpowiedniego specjalistę od gadów i prowadzić takie leczenie? To można wydać dużo pieniędzy na coś takiego jednak. Jak z gryzoniami, przecież też mało jest weterynarzy, którzy się na tym znają, chociażby na szczurach.

Aga: No. Tak się mówi, że jest ich coraz więcej, aczkolwiek jeśli chodzi o gady to jest ich na tyle stosunkowo mało, że nie da się pokryć całej Polski. Zawsze jak się bierze gada to trzeba brać pod uwagę odległość od najbliższego weterynarza który się zna na tych zwierzętach.

Sylwia: Yhm. Słuchaj, bo powiedziałaś o tym dobrostanie tych zwierząt, że to są zwierzęta egzotyczne i ludzie wypuszczając je na wolność myślą, że będzie im lepiej. I ja chciałam pociągnąć ten temat. <dziwne odgłosy> Sorry. Mój kot… Mailo uspokój się. <śmiech> Chciałam pociągnąć ten temat i spytać o tym  co ty myślisz o trzymaniu gadów w domu i czy uważasz, że da im się zrobić w warunkach domowych odpowiednie warunki, jak najbardziej zbliżonych do tych naturalnych. Że to zwierzę w tym terrarium będzie czuło się bardzo dobrze, a nie jak szczur w za ciasnej klatce. Jak się do tego odnosisz? Myślisz, że da się stworzyć takie warunki czy nie za bardzo?

Aga: Mam tutaj taki dylemat moralny. Bo z jednej strony przez to w jaki sposób ja zaczęłam z gadami, czyli od tej najgorszej strony – od zwierząt porzuconych, chorych, od zwierząt bardzo skrzywdzonych. To ja stwierdziłam po jakimś czasie, że to jest w ogóle głupota żeby takie zwierzęta utrzymywać jednak. To nie są zwierzęta udomowione, to są zwierzęta w niewoli. Trochę nie wiem co na ten temat sądzić. Środowisko terrorystyczne najprawdopodobniej się ze mną nie zgodzi, ale ja widząc tą najgorszą stronę czyli opiekując się zwierzętami, które doznały krzywdy z rąk ludzi, którzy nie mieli odpowiedniej wiedzy, żeby utrzymywać te zwierzęta w odpowiednich warunkach, żeby je odpowiednio żywić i tak dalej. A jakby wiem, że żyjemy w Polsce i nie sądzę, żebyśmy w najbliższym czasie doszli do momentu, żeby były jakieś testy, albo pozwolenia na utrzymywanie zwierząt. Bo ja no jestem generalnie tego zdania – gady to już w ogóle osobna rzecz – ale ja bym najchętniej kazała wyrabiać pozwolenia na zwierzęta typu kot czy pies, bo uważam, że to też powinno być regulowane. No, ale żyjemy tutaj, w tym czasie i za bardzo tak nie będzie, więc ja bym wolała na tą chwilę zupełnie zakażać trzymania takich zwierząt, niż nie zakazać i potem oglądać skutki tego nieprawidłowego utrzymania. Jasne, że są ludzie, którzy mają ogromną wiedzę, którzy potrafią takim zwierzętom zapewnić odpowiednie warunki, potrafią je bardzo dobrze wyżywić, mają takiego hopla na tym punkcie i znają super te warunki naturalne, z których to zwierzę pochodzi, znają ich dietę i są specami w tym środowisku, ale no ich jest według mnie to jest bardzo mała grupa w porównaniu do tych wszystkich ludzi, którzy kupują sobie gada o tak o, bo to jest fajnie, bo można się tym pochwalić i tak dalej. Wiem, że są ludzie którzy potrafią, ale mimo wszystko ja widzę głównie skutki działania tych ludzi, którzy nie potrafią utrzymać tych gadów w dobrych warunkach i mnie to boli.

Sylwia: Ostatnio było takie nagranie. To był chyba sklep budowlany, nie chcę mówić nazwy bo nie wiem czy dobrze pamiętam, ale tam była agama odbierana? Dobrze pamiętam? Co tam było?

Aga: Nie, to nie była gama to był waran chyba.

Sylwia: Aha, może waran. Agama mi się gdzieś może indziej jeszcze przewinęła. Faktycznie to było duże. Więc pamiętam też tą sytuację, to było gdzieś na wstawce w sklepie budowlanym. Też pomysł, taki no powiem… bardzo niecodzienny. Też mi się wydaje, że dużo osób widzi coś takiego, czy w sklepach też zoologicznych czy w takich dziwnych, nietypowych miejscach i myśli sobie, że no fajnie to wygląda i też bym chciał coś takiego mieć, a jak oni mogą no to dlaczego nie ja! I zaczyna się taka smutna przygoda… No dobra, a jeśli ktoś ze słuchaczy chciałby np. mieć gada i się interesuje tym tematem, siedzi, czyta od kilku miesięcy, zna weterynarzy i dietę, ale nigdy nie miał gada to jakiego Ty byś poleciała na początek? Albo co byś chciała przekazać takiej osobie, o czym powinna pamiętać biorąc takie zwierzę do siebie. Co byś powiedziała takiej osobie?

Aga: Ja generalnie nie chcę podawać żadnego konkretnego gatunku bo jakby, z poprzednich doświadczeń wiem, że jak się często powtarza, że jakiś gad jest dobry dla osoby początkującej to potem te gady najwięcej cierpią.

Pamiętam jak byłam na początku, teraz już nie, ale jak byłam na początku przygody z Epicratesem, wtedy była chyba taka… coś około mody – na eublefary lamparcie. I mieliśmy bardzo dużo takich powykrzywianych eublefarów z metaboliczną chorobą kości, które nam czołgały się na łokciach bo nie były w stanie normalnie stawiać łap. Itd. Łap… Kończyn. <śmiech> Więc ja bym nie podawała tutaj żadnego konkretnego gatunku, choć no tak jak mówię – są gatunki, które się utrzymuje łatwiej niż inne. Jest taki nieoficjalny podział, że te są dla mniej zaawansowanych, te są dla bardziej zaawansowanych, aczkolwiek jeżeli ktoś taki kto nigdy nie miał gada, a chciałby się za to zabrać i jeżeli już tego weterynarza znalazł i wie, że może sobie pozwolić na to żeby zawieść to zwierze i leczyć takie zwierze, jeżeli zajdzie taka potrzeba to super. I jeżeli się zorientował jakie warunki powinno mieć to zwierze, czy ma w ogóle miejsce na to żeby to terrarium miało odpowiednią wielkość, było w odpowiednim miejscu, miało zapewnioną tam odpowiednią wentylacje, wilgotność, temperaturę, odpowiednie podłoże, oświetlenie. Czy zdaje sobie sprawę z tego, że jeżeli mówimy o oświetleniu to automatycznie skaczą nam rachunki za prąd. Czy ma kogoś, kto w razie jego nieobecności/wyjazdu, byłby w stanie takim gadem się zaopiekować... Bo często jest tak, że ktoś wyjeżdża, a np. ludzie z rodziny no…

Sylwia: Niekoniecznie.

Aga: Niekoniecznie chcą obsługiwać np. węża, no nie? Trzeba też uzgodnić to wszystko z domownikami, czy nie mają nic przeciwko, że np. wąż będzie za ścianą bo niektórzy mają jakieś fobie. Czy ta osoba się orientuje skąd brać pożywienie. Czy ma to pożywienie dla tego swojego gatunku jakiegoś gada, że tak powiem łatwo pod ręką. Czy to jest coś co może sobie łatwo kupić, albo czy jest gotowy żeby samemu hodować, bo też można samemu hodować karmówkę.

Sylwia; Albo czy jest gotowy w ogóle podawać taką karmówkę.

Aga: Czy jest w ogóle świadomy tego, że będzie musiał np. podać mysz. Niektórzy myślą, że „ o chciałabym mieć węża bo są takie malutkie, słodziutkie i w ogóle”… Jak czasami się trafiają właśnie jacyś tacy ludzie co przychodzą w odwiedziny, albo jacyś moi znajomi - to w wąż fajnie, fajnie. A później jak się okaże, że no trzeba podawać myszki to już nietajnie, już gorzej. Trzeba każdy ten aspekt sobie przerobić.

Jeszcze jest kwestia dokumentów. Bo niektóre gatunki wymagają dokumentów potwierdzających legalne pochodzenie.

To chyba są takie podstawy, tak mi się wydaje.

Sylwia: Właśnie! Z tymi dokumentami… dobrze, że mówisz bo właśnie ja mam wrażenie, że bardzie dużo osób nie jest tego świadomych. Ja np. miałam takiego znajomego, który miał … <odgłosy z pokoju> Mailo daj spokój, błaga Cię. Spadł mój kot właśnie z kaloryfera bo bawi się w „podłoga to lawa” także… pewnie go słyszycie… Miał eee aksolotle, z tego co pamiętam i on miał te w ogóle bez żadnych papierów. <śmiech> I ja mu powiedziałam, bo ja to gdzieś w ogóle wyczytałam, obiło mi się o uszy, potem gdzieś znalazłam informacje i zapytałam go właśnie czy on nie dostał w ogóle informacji, że trzeba mieć papiery na to jakieś? On w ogóle pierwszy raz słyszał, już jakby interesując się tematem takich egzotycznych zwierząt, on w ogóle pierwszy raz słyszał o czymś takim jak CITES. On nie wiedział w ogóle co to jest, więc jakby zdaję sobie sprawę, z tego że ludzie w sklepach zoologicznych – jak ty przychodzisz po jakieś zwierzę, nie mówią Ci o tym, że musisz mieć jakiś papier bo to, no odstrasza. Tak mi się wydaje, że to by mogło odstraszyć ludzi bo to już „ojej jakaś powaga”, nie? Miałam też znajomą, która miała węża, ale nie pamiętam jaki to był, zabijcie mnie nie wiem! I ona potem – jak to chyba zazwyczaj bywa, też chciałam cię o to spytać! Zazwyczaj gady mają wielu właścicieli, nie? Nie wiem, tak przynajmniej zauważyłam bo długo żyją i wiadomo…

Aga: Yhm.

Sylwia: I właśnie moja znajoma mając kilka lat tego węża, postanowiła że gdzieś go odda. Za bardzo nie miała już warunków, chciała go oddać i właśnie okazało się, że tu jest problem – bo ona go dostała bez papierów. I teraz nie może jakby załatwić sprawy tak jakby można było załatwić bo nie ma papierów. Więc ludzie i w takie rzeczy się wpychają. I potem jest problem z tym…

Aga: Jeszcze jak o tym mówisz, bo mi się przypomniała jedna rzecz, a nawet dwie rzeczy. Po pierwsze – odradzam kupowanie gadów w sklepach zoologicznych, lub jakichkolwiek zwierząt w sklepach zoologicznych.
Sylwia: TAAAK.

Aga: Jeżeli byście poszli, znaleźli jakąś, że tak powiem „prawioną” hodowlę to tam dostaniecie normalnie papiery – jeżeli to jest gatunek, który ich wymaga bo to nie jest tak, że zawsze musi być poświadczone to legalne pochodzenie, aczkolwiek… Drugą sprawę jeszcze chciałam poruszyć i wypadło mi z głowy… No patrz. Zapomniałam. To było ważne, chciałam to powiedzieć.

Sylwia: O nieee, o nie! <śmiech>

Aga: A wiem co! Druga rzecz – bo też u nas, jeśli chodzi o żółwie, najczęściej to są chyba czerwonolice – trzeba zwracać uwagę jak są ogłoszenia na OLXie czy gdzieś, na zasadzie „oddam żółwia” lub „sprzedam żółwia” to trzeba się upewnić czy te żółwie nie są z gatunków inwazyjnych. Bo na gatunki inwazyjne też trzeba mieć w Polsce pozwolenie. Jeżeli ktoś kupuje takiego żółwia właśnie bez papierów no to to jest nielegalne. Jeżeli ktoś sprzedaje takiego żółwia, albo chce go zbyć za darmo to to też jest nielegalne! A dużo jest takich ogłoszeń właśnie sobie, na zasadzie „oddam żółwia” z terrarium jeszcze.

Sylwia: Ooo to dobrze też, że o tym mówisz bo nie wiedziałam o tym np. I że jest takich ogłoszeń w ogóle dużo. Chociaż! Ja wpisywałam w wyszukiwarki, sprawdzałam ogłoszenia o akurat małpkach, o serwalach np… takich dzikich kotach. I to też się nieźle kręci, ale to temat na osobą treść… To można o tym mówić i mówić. A ja jeszcze chciałam, właśnie! Bo mówiłyśmy o tym, o czym trzeba pomyśleć przyjmując gada no i też chciałam się spytać – żebyś powiedziała nam… bo wydaje mi się, że jest to dosyć kosztowna zabawa. No nie? Żeby mieć – przede wszystkim no zwierzę, to już w ogóle jest
Aga: kosztowne same w sobie!

Sylwia: Tak. Ale jak już się zdecydujemy na gada, takiego jakiegoś fajnego! No to też musimy chyba uwzględnić tutaj koszty tych akcesoriów wszystkich dla niego, tak? Tak jak mówiłaś o tym całym sprzęcie do tego terrarium i to się chyba trzeba na tym znać, no nie? Tak mi się wydaje. Najlepiej to pewnie samemu się dowiedzieć, przeczytać gdzieś, poznać ten sprzęt. Nie wiem czy dobrym wyjściem jest pójście do zoologa <śmiech> i zapytanie pana co by poradził.

Aga: Nie, chyba raczej nie.

Sylwia: No więc właśnie, raczej przygotujmy się na zdobycie dużej ilości wiedzy i wydania jakiejś tam części pieniędzy.

Aga: Znaczy to da się zrobić trochę taniej. To da się np. samemu zrobić. Są ludzie, którzy sami sobie tworzą terraria, sami je zbijają, sami je dekorują.

Sylwia: Poznałam nawet taką osobę! W Krakowie właśnie, na moich praktykach – niesamowite rzeczy! Aj, ale to się trzeba znać już moim zdaniem, no i trzeba mieć to coś! Bo dziewczyna robiła niesamowite rzeczy… niesamowite! <śmiech>

Aga: Ja prywatnie mam akurat gekona orzęsionego – adoptowany jest z fundacji, z egzotarium ze schroniska. No i u niego… o właśnie siedzi i się patrzy na mnie! <śmiech> U niego próbowałam to zrobić jak najtaniej, czyli nie mam szklanego terrarium tylko mam wielkie, plastikowe pudło 80 litrowe, chociaż i tak uważam, że to jest za mało no ale dobra… Na razie nie mam miejsca na nic więcej, czekam aż się przeprowadzę gdzieś do własnego domu, żeby mu zrobić jeszcze większy plac zabaw. I jakby pudło było, zresztą prezentem, więc nawet nie płaciłam za nie, tylko trzeba było wywiercić właśnie wentylację – dziurki. No i wiadomo – jakieś podłoże, porobiłam mu dużo kryjówek. Bardzo lubi, zrobił sobie taką swoją „kuwetę”, tak to wygląda bo najczęściej tam znajduje odchody -  w pudełku po lodach. Po prostu ma wyciętą dziurkę w dużym pudełku po lodach i widzę, że bardzo lubi tam defekować. Więc no jakieś roślinki, dokupywanie, robienie tuneli, jakiś kryjówek itd. To wszystko można zrobić samemu, tańszymi kosztami. Nie wygląda to tak pięknie, jak niektórzy mają takie wiesz, wypasione terraria. Ale no…

Sylwia: Trzeba mieć inwencję!

Aga: Tak. Da się trochę po kosztach z materiałami samymi, takimi wiesz nie DEDYKOWANYMI DLA GADÓW, specjalnymi rzeczami, które kosztują niewiadomo ile tylko też własną inwencją i własnym nakładem pracy. Ale tak, no jak samo utrzymanie zdrowego zwierzęcia, nie mówię nawet o chorym, tylko zdrowego zwierzęcia – może być w miarę nie aż takie drogie, to jednak na start całe to terrarium, wyposażenie, dekoracje, oświetlenie itd. No to to niestety może pochłonąć trochę pieniędzy.

Sylwia: Taka wyprawka.

Aga: Tak, taka wyprawka.

Sylwia: Okeeeej. Co jeszcze chciałam. Może będziemy już się zbierać do końca. Więc ja jeszcze zadam takie pytanie – chciałabym, żebyś powiedziała nam, nie wiem czy masz takiego gada, ale jeżeli masz, to chciałabym żebyś powiedziała jaki jest Twój ulubiony gad, może najbardziej interesujący – o w ten sposób. I jakbyś mogła podać nam przykłady jakiegoś takiego ciekawego, nietypowego jego behawioru, jakiś zachowań.

Aga: Wiesz co, tak chyba jednego gatunku to nie mam, takiego jednego ulubionego. Bo z każdego że tak powiem można wycisnąć coś fajnego. Jeżeli chodzi o jakieś zachowania to też nie mam takiego jednego gatunku, który mnie fascynuje całościowo pod względem zachowania ogólnie, tylko raczej mam takie swoje ulubione zachowania z różnych gatunków.

Sylwia: Okej!

Aga: I np. tak jak mam mojego gekona orzęsionego – ja bym mogła godzinami patrzeć jak on sobie myje gałki oczne językiem. Dla mnie to jest fascynujące jak on sobie wylizuje te oczy bo gekony orzęsione, generalnie nie mają powiek, więc jakby ich oczy są cały czas otwarte, nawet jak śpią. I jedynym ich sposobem na zdejmowanie zanieczyszczeń z tych oczu jest po prostu wylizywanie tych oczu. I to jest świetne, mogłabym patrzeć na to cały czas. Z takich jeszcze ciekawszych mi się wydaje rzeczy, ostatnio przypomniał mi się taki wąż jak jajożer. Polecam sobie wpisać na YouTube i zobaczyć jak jajożer zjada jajko – to jest chyba jedna z najśmieszniejszych rzeczy jakie widziałam. I jak później wypluwa skorupkę! Bo on najpierw połyka jajko całe, a później wypluwa skorupkę. Także to też jest do obejrzenia! To są takie małe rzeczy, takie słodziutkie zachowania, jak u eublefara lamparciego, gdzie one np. przed polowaniem na owada możesz często zaobserwować u nich ruchy ogona, takie okrężne. Wiesz, jak się kot zasadza na ofiarę to one tez wpadają w taką ekscytację i widać, że są tak skupione na tym swoim posiłku i tak świetnie kręcą ogonem. Po prostu jak kot, no genialne to jest! Uwielbiam patrzeć jak się żółwie wspinają, bo może mało ludzi wie, ale żółwie potrafią się wspinać, np. po ogrodzeniach – jeżeli do tego mają odpowiednią wielkość oczek siatki, to też można sobie na YouTubie pooglądać, jak po prostu żółwie w ten sposób m.in. po prostu uciekają, dlatego nie powinno się ich puszczać luzem po ogródku. Bo taki żółw może się wspiąć, przejść na druga stronę i sobie pójść. Także, no jest dużo takich małych rzeczy, z których po prostu biorę!

Sylwia: Super! Fajne przykłady. No i tak może na koniec, już ostatnie pytanie! Chciałabym się Ciebie spytać – jakim zwierzęciem mogłabyś być na 1 dzień, albo na tydzień, albo na ileś tam! I dlaczego? I tu możesz już wybrać oczywiście ze wszystkich zwierząt jakie istnieją na tej ziemi… i o których wiemy!

Aga: Na całe życie mogłabym być leniwcem!

Sylwia: Okeeeej. :D
Aga: Leniwiec to jest moje zwierzę. <śmiech> Nawet po nazwie, no ja jestem okropnym leniem – takim, że mi się często nie chce wstać, gdzieś iść, coś zrobić. I to jest takie moje duchowe zwierzątko. A jeżeli moje życie by miało polegać właśnie na siedzeniu sobie na drzewku, skubaniu sobie listków, na takim powolnym przemieszczaniu się… to to by było to. To by mi pasowało najbardziej, leniwiec to jest to!

Sylwia: Dobra, super! Ok., to słuchaj, Aga. Dzięki za rozmowę, była w ogóle super! Super dużo tematów i w ogóle dzięki za stworzenie razem ze mną tego pierwszego Dzikiego Podcastu.

Aga: Bardzo mi miło! W ogóle jestem zdziwiona, że mnie najpierw o to zapytałaś!

Sylwia: No co Ty mówisz! To był strzał w dziesiątkę – świetnie, bardzo dobrze się udało! Super była ta rozmowa. Ja tylko przypomnę jeszcze… Albo Aga, ty powiedz! Jeżeli ktoś kto nas słucha nas teraz chciałby się z tobą skontaktować może to zrobić oczywiście przez fanpage, ale czy gdzieś jeszcze jesteś?

Aga: Tak, najłatwiej chyba będzie przez fanpage – czyli Bezrobotnego Behawiorystę po Akademii Rolniczej w Mieście Inspiracji. <śmiech>

Sylwia: Czyli Facebook, ok.

Aga: Tak, czyli Facebook, aczkolwiek jeżeli ktoś chciałby np. w sprawie wolontariatu do fundacji to może napisać po prostu na profilu fundacji, albo do mnie. To nie ma znaczenia.

Sylwia: Dobra! To dzięki jeszcze raz za rozmowę!

Aga: Również dziękuję!

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com