Wolisz coś pooglądać? Zajrzyj na mój kanał. :)

Jesteś spragniony większej wiedzy? Wejdź na Patronite projektu, gdzie publikuję wyjątkowe treści - dostępne tylko dla moich Patronów!

Słuchaj na Spotify

Poznaj mieszkańców ośrodka fundacji Wildlife Friends Foundation Thailand! W pierwszej części przedstawiam Ci Berniego - kazuara oraz Chico - orangutana. Poznasz nie tylko ich historie, ale też i ciekawe informacje na temat gatunków, jakie reprezentują. Dlaczego Berni nie jest w stanie żyć już na wolności? Ile kosztował Chico i skąd wziął się w jednym z tajskich mieszkań? Odpalaj podcast i się dowiedz!

Ośrodek Wildlife Friends Foundation Thailand. Czy tak go sobie wyobrażałaś/wyobrażałeś?

Bernie i welociraptor :D

Chico

Linki o których mówiłam w podcaście:

 

Orangutan i wycinka

Zagrożenia dla orangutanów (taki bonus ode mnie!):

https://www.youtube.com/watch?v=EU1abJMw7cs

https://www.youtube.com/watch?v=TQQXstNh45g

https://www.youtube.com/watch?v=wgqO7C4gRKY

Aplikacja "Zdrowe Zakupy"

Nazwisko niemieckiej antropolożki - Maria Voigt

Więcej informacji znajdziesz też tutaj, polecam!
http://www1.up.poznan.pl/orangutany/?q=node/63

Do potem!

​​​Transkrypt:

Intro: Cześć! Mam na imię Sylwia i prowadzę projekt Bliżej Zwierząt, który ma na celu pomoc Ci zrozumieć dziki świat! Witaj w Dzikim Podcastcie, w którym opowiadam, wyjaśniam i dyskutuję na tematy związane z dziką przyrodą i jej mieszkańcami. Jeśli chcesz stać się bardziej świadomym świata, który Cię otacza - to dobre miejsce. Razem ze mną poznawaj go, odkrywaj i zachwycaj się nim. Więcej treści znajdziesz też na stronie www.blizejzwierząt.com Dzięki, że z nami jesteś – jedziemy!

Jak kazuar znalazł się w Tajlandii?

Jak to się stało, że orangutan borneański trafił do ośrodka Wildlife Friends Foundation Thailand?

Dlaczego najmniejsze niedźwiedziowate świata zagrożone są wyginięciem?

No i.. co robiła wydra w jednym z tajskich mieszkań?

Cześć. Dziś poznasz odpowiedzi między innymi na te pytania. Poznasz…, chciałabym tu teraz powiedzieć, że NIECODZIENNE historie, ale niestety. Są one całkiem, nawet bardzo codzienne. Dzieją się zdecydowanie za często. No, może nie u nas, w Polsce (choć jak wiemy hehehe już coraz częściej jesteśmy świadkami, również i u nas, w Europie, w XXI wieku, chcicy na dzikie zwierzątka trzymane w domach. Bo wiesz, sam/sama rozumiesz, no kot czy pies to już za mało. To już nie jest fajne. Już behawior i warunki dla tych domowych zwierząt nam się znudziły, już wszyscy jesteśmy w tym ekspertami, wiemy już wszystko. Wiemy jak zapewnić odpowiednie wzbogacenia środowiskowe dla kota w mieszkaniu, wiemy jakiej wielkości i z jakim wyposażeniem ma być klatka dla szczurów (tak, tak - liczba mnoga bo przecież to, że nie trzyma się tych zwierząt nigdy w pojedynkę, to przecież już każdy wie. Każdy.). Te sfery behawioru i potrzeb gatunków udomowionych, za które jesteśmy jako ludzie odpowiedzialni, już nie skrywają dla nikogo żadnych, ABSOLUTNIE ŻADNYCH tajemnic, trzeba więc kupić coś nowego, coś nieudomowionego! Np. pumę! Tooooo znaczy, nooo. Jakieś tam inne, dowolne, dzikie zwierzę, absolutnie tu do niczego nie piję, tak mi się po prostu powiedziało. ;)

Wracając! Chryste jak nagrywam te podcasty to zawsze jakaś dygresja mi się tu wtrąci. Taka rozgadana już jestem. <śmiech>

Historie, które dziś Ci opowiem sprawiły, że szczeka opadła mi do jądra ziemi. Niestety, dla pracowników fundacji, która ratowała tych dzisiejszych bohaterów były one całkiem prawdopodobne, takie, no zwyczajne. Oczywiście za każdym razem na ich twarzy pojawiał się grymas żalu, złości i bezsilności, ale nie było w tym takiego niedowierzania - jak np. u mnie, gdy w 2018 roku przyjechałam do Tajlandii do ośrodka fundacji Wildlife Friends Foundation Thailand.

To właśnie wtedy, w tym miejscu, chyba po raz pierwszy, tak naprawdę, szczerze i głęboko zdałam sobie sprawę z tego, że jeszcze nieraz coś zadziwi mnie w tak okrutny sposób. I niestety miałam rację. To uczucie strasznie wypala, ogarnia Cię istna beznadzieja. Myślę, że osoby, które pracują w schronisku pewnie  wiedzą o czym mówię.

Z drugiej jednak strony dziki świat jest magiczny, cholernie interesujący i sprawiający, że tak samo nisko opada nam szczęka, ale tym razem już przez zachwyt. Dlatego przepraszam Cię z góry, że ten podcast będzie w nieco, no smutnym stylu. Oprócz tego co zachwycające w naturze, musimy też znać sposoby w jakie ludzie ją niszczą. Tą całą magię. Niewiedza i nieświadomość jest gorsza niż ta cała prawda.

Historie, które zaraz usłyszysz postanowiłam trochę udekorować opisem i ciekawostkami na temat poszczególnych gatunków, których przedstawicielami są właśnie nasi dzisiejsi bohaterowie. Co Ty na to? :) Jednocześnie będziesz też mógł/mogła porównać sobie ich naturę z tym co zaserwowali im ludzie.

Opowiadałam Ci już kiedyś, chociażby w artykule Wyspy Gibonów, który możesz znaleźć na www.blizejzwierzat.com, w dziale CZYTELNIA o gibonach z fundacji Wildlife Friends Foundation Thailand. Zatem no pominę je już w tym podcaście, bo nie chcę się powtarzać, zawłaszcza że jest i tak o czym mówić.

Wszystkie ze zwierząt, które dziś opiszę poznałam osobiście, dwa lata temu. Patrzyłam na ich rozwój, zachowanie i w ich oczy. Nie mogłam im wytłumaczyć dlaczego ktoś tak bardzo je skrzywdził niestety – no niektóre nieodwracalnie. Im nie mogłam, ale Tobie mogę. I właśnie dlatego powstał ten podcast. Nieważne co teraz robisz – sprzątasz, gotujesz, a może prowadzisz auto? Biegasz, jesteś z psem na spacerze lub w trakcie, no nie wiem - remontu? Nie ważne. Rób to dalej, a ja zaprowadzę Cię do Tajlandii…

Ośrodek położony jest w lesie, z dala od zatłoczonych miast. Najbliżej znajduje się jedna wioska, która ma z tego co pamiętam ze dwa supermarkety, do najbliższego idzie się jakieś 20 minut piechotą. Jest tam też kilka ulic, kilka straganów, które ludzie rozkładają tuż przed swoimi domami. Te domy nie przypominają naszych… nie. Są zupełnie inne, niektóre przypominają wręcz baraki. Jest też klasztor, policja, szkoła… no wiesz takie zwykłe, tajskie miasteczko.

Wróćmy do ośrodka. Na jego terenie nie ma za wiele betonu. Podłoże, po którym chodzisz to piach i żwir. No, może poza terenem kuchni (zarówno tej dla ludzi jak i tych dla zwierząt, żeby zachować czystość oczywiście) i niektórych ścieżek pomiędzy obiektami. Tu znajdziemy nieliczne utwardzone, betonowe ścieżki i kafelki.

Wszystko, dosłownie wszystko jest zielono-brązowe. Wszędzie są drzewa, krzaki, no i ten piach. Nad głową słyszysz wiewiórki biegające po gałęziach drzew, a z boku, w oddali gdzieś - krzyki gibonów. Chodzisz tu w butach raczej zakrytych, no - przynajmniej ja takie nakładałam. Skorpiony czy jakieś dziwne pająki i szybko przebiegające jaszczurki oraz gekony to standard. Miejsce to przypomina bardziej wioskę niż typowy ośrodek rehabilitacji zwierząt, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie.

Jedyna cześć, całkowicie czysta, wyremontowana, betonowa i z lśniącymi kafelkami oraz drogim sprzętem, wprawdzie na europejskim poziomie to szpital dla dzikich zwierząt. Wolontariusze i pracownicy nie mają tam wstępu, tylko lekarze weterynarii.

No dobrze. Masz już zarys ośrodka i warunki jakie tu panują. Są one zdecydowanie stworzone pod potrzeby dzikich zwierzęt. I dobrze, w końcu to one mają się tu rehabilitować, a nie my.

Pod podcastem znajdziesz kilka zdjęć z ośrodka. Czy tak sobie go wyobrażałeś/wyobrażałaś, po tym co teraz usłyszałeś/usłyszałaś? Daj znać np. na Facebooku lub Instagramie, w komentarzu. Jestem mega ciekawa!

Dobra, ruszajmy na wycieczkę. Pierwszym zwierzakiem, którego Ci przedstawię jest Bernie.

Bernie to kazuar hełmiasty. No i co on robi w Tajlandii? Dobre pytanie zwłaszcza, że gatunek ten żyje w naturze tylko w północno-wschodniej Australii, Nowej Gwinei, na Wyspach Aru oraz wyspie Seram. Jednak jak spojrzymy na to z innej nieco strony, to jest to w sumie niewielki dystans do przemytu, no nie? A o tym jak przemyca się zwierzęta do Tajlandii już mówiłam w poprzednim podcaście. Zapraszam do jego przesłuchania.

Kazuary hełmiaste są nielotami i dosyć sporymi ptakami – długość ich ciała to około 130 do 170 cm. Ich waga też jest imponująca bo samice ważą około 60 kg, a samce jakieś 30-40. Czyli no, jestem tylko nieco cięższa i nieco wyższa od samca. Samice natomiast mnie przerastają pod tymi dwoma względami. <śmiech> Te ptaki mają grube, silne nogi, zakończone 3 palcami… i oczywiście pazurami. Swoją drogą badacze twierdzą, że to bezpośredni krewni welociraptorów, czyli takich stworzonek, które żyły jakieś 80 milionów lat temu. Tak, tak, były one w filmie Park Jurajski! Takie dinozaury, chodziły sobie na tylnych kończynach i miały małe, przednie łapki. Na dole, pod podcastem wstawiłam zdjęcie zarówno Berniego jak i welociraptora. Daj znać jak bardzo według Ciebie są one do siebie podobne! Czy w ogóle są do siebie podobne?

Kazuary hełmiaste szybko biegają i dobrze pływają (potrafią przepłynąć np. z wyspy na wyspę!), skaczą też całkiem nieźle, nawet na wysokość 1,5 metra. To w sumie tyle ile ja mam wzrostu! Jeśli ptak poczuje się zagrożony, to tak jak już pewnie się domyślasz, biorąc pod uwagę jego atrybuty, które przed momentem wymieniłam, potrafi być on cholernie niebezpieczny. Gwałtownie kopie, a dodając do tego te pazury, o których wspomniałam… no, spotkanie z nim może być dla przeciwnika dosyć nieprzyjemne. Raczej nie uciekniemy przed nim, bo potrafi biec z prędkością nawet 50 km na godzinę.

Obydwie płcie są ściśle terytorialne i prowadzą samotniczy tryb życia. Ptaki te odgrywają ważną rolę w swoich rodzimych, tropikalnych domach booo zjadają owoce, a wraz z nimi oczywiście ich nasiona. W efekcie tego wydalają je w różnych miejscach, tam gdzie sobie chodzą, wędrują i tym samym umożliwiają zasianie rośliny ponownie. Tworzą drzewa i krzewy, pomagają tworzyć tą bioróżnorodność, no czyli jednocześnie też pokarm i dom dla siebie i wielu, wielu innych gatunków. Według badań jedzą nawet 238 gatunków roślin z lasów deszczowych, a rozprzestrzenianie jakiś 100 z nich zależy tylko i wyłącznie od tych ptaków. Rozumiesz powagę tej sytuacji, no nie?

No, ale jak już zaczęłam opisywać to niezwykle interesujące stworzenie, nie mogę pominąć tego jego „hełmu”, tej kostnej narośli, którą ma na głowie! To jest też mega ciekawy temat bo znalazłam nawet kilka tez na temat tego tworu. Jedna z nich mówi, że pomaga ona temu zwierzęciu, w, jakby „odgarnianiu” gałęzi, podczas biegu przez busz. Kolejna twierdzi, że służy do obrony przeciwko drapieżnikami i wrogami czy konkurentami, a jeszcze kolejna, że chroni przed urazami głowy, które mogą spowodować spadające z drzew owoce. Jest jeszcze jedna – taka, która mówi, że narośl zwiększa zasięg oraz wzmacnia dźwięki, które wydaje ten ptak. No i ostatnia teza, która jest według naukowców najbardziej prawdopodobna ze wszystkich, które wymieniłam, jest na nią po prostu najwięcej dowodów naukowych – podaje, że „hełm” pomaga kazuarom w częściowej regulacji ciepłoty ich organizmu.

No i uwaga przechodzimy do kolejnego aspektu życia, charakterystyki kazuara. Samica podczas okresu godowego może mieć kilku partnerów i każdemu zostawia jaja. I odchodzi, tak. Wysiadywaniem i opieką nad pisklętami zajmuje się tatuś. Robi to około 9 miesięcy i dzielnie przez ten czas broni swojego lęgu i swojego potomstwa. Potem maluchy usamodzielniają się, ale dojrzałość płciową osiągają dopiero w wieku 3 lat. 

No dobra, opisałam już ten gatunek bo nie jest on chyba jakoś powszechnie znany, a poza tym dla mnie to mega interesujące zwierzątko. Jeszcze na pewno wiele ciekawostek na jego temat dodam w tym tygodniu na Facebooku i Instagramie – w postach lub na stories. Ale dobra, przejdźmy już teraz, może w końcu do naszego bohatera.

Bernie podobno mieszkał w świątyni w Hua Hin przez 10 lat…, aż pewnego dnia uciekł. Osoby, które chciały go złapać, robiły to bardzo… nazwijmy to - nieumiejętnie i wywołały spory stres u ptaka, który Berni okazywał kopaniem i ucieczką. Ludzie chcąc ujarzmić to zwierzę zaczęli go bić po głowie, zaczęli go tam okładać pałkami jakimiś. Tym samym spowodowali mocne urazy dzioba, oczu, grzebienia i gardła. Berni po tym wydarzeniu ledwo w ogóle mógł stanąć na nogach, połknąć pożywienie czy otworzyć oczy, miał problemy zwłaszcza z prawym. Po tym jak został przetransportowany do ośrodka (w 2012 roku) i poddany opiece weterynaryjnej, zyskał trochę sił po leczeniu, ale mimo to musiało minąć trochę czasu, aby w ogóle mógł sam chodzić i jakoś funkcjonować. Jak byłam w ośrodku w 2018 roku, czyli no 6 lat po zdarzeniu wydawało się, że jest on w pełni samodzielny, ale… no właśnie ale.

 

Ptak ma uraz mózgu, a przez to także odmienne zachowania, np. problemy z jedzeniem. Pod podcastem wstawiłam filmik z karmienia. Wolontariusze robili to 2 razy dziennie, przy czym owoce, jak sam/sama widzisz, musiały być specjalnie pokrojone, tak wzdłuż – inną formą nie był po prostu zainteresowany. Tak, osobiście próbowałam podać mu normalny owoc, taki w całości, ale nie był on w stanie nawet chwycić go dziobem. No i z takim ptakiem trochę nie wiadomo co tutaj robić. Oczywiście w jego kierunku podejmowane były dalsze działania, które miały na celu poprawę jego stanu, ale… to trochę taka zagadka. A no i Berni nie wykazywał tego ostrego terytorializmu, takiego typowego dla swojego gatunku – co widać też na zdjęciach. Do zagrody nieraz wchodziły kury i koguty, a Bernie nic sobie w ogóle z tego nie robił. Takiego ptaka no nie wypuści się już na wolność, bo sobie po prostu nie poradzi, a i połączenie go z samicą w celach rozrodczych no mogłoby być ryzykowne… ptak nie wykazuje behawioru odpowiedniego dla swojego gatunku. Został więc niejako skazany na życie w niewoli.

Znasz takie zwierzątko jak orangutan, prawda? No jasne, że tak. Kolejnym bohaterem naszych dzisiejszych opowieści i wycieczki jest Chico - orangutan borneański, który został kupiony za prawie milion bahtów tajskich – czyli ponad jakieś 120 tysięcy złotych (przelicznik na rok 2020). Oj, no o tym gatunku można by mówić i mówić. To jeden z trzech gatunków orangutana, endemiczny dla Borneo.

Może zacznę taką ciekawostką - nazwa „orangutan” pochodzi od dwóch indonezyjskich słów - „orang” – czyli człowiek oraz „hutan” – czyli las. Łącząc te dwa słowa mamy Orang-hutana, czyli „leśnego człowieka”.

Druga ciekawostka - jest to jedyny, poza człowiekiem oczywiście, przedstawiciel rodziny człowiekowatych żyjący w Azji. Inne człowiekowate, czyli goryl i szympans żyją w Afryce.

No, czas przejść do tych smutnych informacji. Orangutany, jak wiadomo, są krytycznie zagrożone wyginięciem. W latach 1950 – 2010 zwierzęta te zmniejszyły swoją liczebność o ponad 60%, a w latach 2010 - 2025 przewiduje się dalszy spadek ich liczebności i to o co najmniej kolejne 20%. Zagrożeń dla orangutanów jest wiele, ale chyba takim podstawowym z nich jest po prostu degradacja środowiska – czyli wylesianie, tworzenie plantacji olejowców gwinejskich, czyli palm olejowych i też tym samym polowanie na nie, w celu pozbycia się ich z danego terenu przeznaczonego pod uprawę. Na dole, pod odtwarzaczem podcastu wstawiłam filmik, na którym widać karczowanie lasu i jednego orangutana, który „właśnie się nawiną”.

Po cholerę tyle hektarów tych palm lejowych? Słuchaj, no olej palmowy jest teraz wszędzie. Wiem, wiem. Wiem, że jeżeli wcześniej nie zwracałaś/zwracałeś na to uwagi to pewnie nawet w ogóle tego nie zauważyłeś/nie zauważyłaś. W momencie, w którym ja zaczęłam czytać składy różnych produktów i to nie tylko tych spożywczych, ale też i kosmetyków, to wręcz nie mogłam uwierzyć w to, co tu się w ogóle odwaliło. Co ta substancja ma w ogóle w sobie takiego, że pchają ją wszędzie? Przez to, że jest wszędzie ciężko z niej zrezygnować. Zwłaszcza jeśli mamy już jakieś swoje upodobania, stałe produkty które lubimy i których używamy – wiem, zdaję sobie z tego sprawę. Jednak w tym miejscu zapraszam Cię do takiego małego challengeeeee! W sumie potraktuj to bardziej jako zabawę. :) Spróbuj przez kilka następnych zakupów zerkać na skład tego co kupujesz. Jest też taka aplikacja „Zdrowe zakupy”, coś takiego - link wstawię poniżej, która właśnie skanuje kody kreskowe i pokazuje skład danego produktu. Dodatkowo zaznacza jaki składnik jest spoko, jaki nie-spoko. Takich aplikacji na pewno jest o wiele więcej i mają one jakieś takie dodatkowe funkcje, np. możesz właśnie ustawić sobie, żeby jakoś specjalne zaznaczało Ci produkt, który ma w sobie olej palmowy. No, w każdym razie, popróbuj sobie tak kilka razy, poczytaj, popatrz. Nie mówię, żebyś już wtedy nie kupował/nie kupowała tych rzeczy. Chcę tylko, abyś był/była bardziej właśnie świadomy/świadoma tego co w ogóle spożywasz. Zobaczysz, myślę, że zdziwisz się i o wielu nazwach nawet nie miałaś/miałeś pojęcia. Jak ja! <śmiech> Swoją drogą, nawet nie wiesz jak ja się ucieszyłam, gdy moje ulubione chrupeczki, Monster Munch, wiesz te duszki, okazały się bez oleju palmowego! Mmmmmm, od tamtej chwili opycham się nimi z poczuciem, że szkodę tylko swojej sylwetce, a nie innym. <śmiech>

Wracając do orangutanów… Właściciele plantacji wyznaczają często nawet ceny za te zwierzęta –żywe bądź martwe. Były już przypadki, że właśnie znajdowano ciała orangutanów – np. bez głów lub pływające w rzece czy też z ranami postrzałowymi.

I nawet nie będę Ci tu opowiadać o statystykach, o tym jak rozpie.dalamy te lasy, jak to wszystko stale się nakręca i rozkręca bez jakiegokolwiek umiaru...

Albo w sumie… Albo wiesz co – nie. Dobra, opowiem! W końcu to jest odpowiednie miejsce na tego typu informacje. Najwyżej podzielę ten podcast po prostu na dwie części, bo już widzę, że trochę mi zejdzie.

Indonezja to obecnie chyba największy producent oleju palmowego. Kraj ten jeszcze jakiś czas temu był prawie cały zielony – wszędzie lasy! Lesistość wynosiła około 99%. No ale przyszły lata 70 XX wieku i wtedy właśnie zaczęto intensywnie i bez opamiętania wycinać lasy. Lesistość znacznie spadła – w 2015 roku wynosiła już 49,8%... Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych Do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa wynika, że powierzchnia lasów w Indonezji zmniejszyła się z 118,5 milionów hektarów w 1990 roku do 91 milionów hektarów w 2015 roku. To 27,5 miliona hektarów różnicy, zaledwie w przeciągu 25 lat. Czyli w takim okresie jak moje dotychczasowe życie, bo obecnie mam 25 na karku, zniknęło 27,5 MILIONA HEKATRÓW LASÓW. Wybacz, że podnoszę głos i powtarzam to tak ciągle, ale nie jestem w stanie tego w ogóle pojąć.

Ogólnie to dodam tu jeszcze, że nie tylko zmniejszanie się tych terenów, na których są lasy, czyli no dom dla orangutanów, wpływa bezpośrednio na liczebność tych zwierząt. Wrogiem jest tutaj też fragmentacja tych lasów, czyli rozbudowa dróg, linii kolejowych, infrastruktury przemysłowej oraz jakiś takich terenów zabudowanych. Wyobraź sobie, że masz las. Taki jakiś wieeeelki las. I nagle przez środek BUM biegnie ulica. Potem nagle gdzieś prostopadle pojawiają się tory. Potem gdzieś w środku, nie wiem, ktoś odizolował sobie jakiś tam dość spory teren tego lasu i go np. wykarczował. Właśnie tego typu działania zmieniają cały ekosystem, cały las i tworzą takie odizolowane od siebie płaty. W wyniku czego następuje fizyczne zmniejszenie się powierzchni siedlisk leśnych no i ich izolacja. A co łączy się z izolacją od siebie poszczególnych części lasu? Tak, dokładnie tak, dobrze myślisz! Izolowanie populacji orangutanów. Takie populacje nie są w stanie przetrwać dalej bo na danym obszarze jest po prostu za mało osobników, przez też ta za mała zmienność genetyczna, za mała różnorodność. To tak jakby zamknąć małą wioskę, jakąś na wsi, gdzie jest 50 osób, odizolować ich od reszty świata i patrzeć co się stanie. No i co się stanie? Raczej słabo będzie to wyglądać z genetycznego punktu widzenia. Dałam liczbę 50 bo naukowcy właśnie szacują, że populacje liczące tyle osobników orangutanów nie są w stanie przetrwać w dłuższej perspektywie czasu.

Małe zgrupowania tych ssaków najprawdopodobniej wymrą, jeśli nie zostaną wdrożone odpowiednie działania. Ten kto oglądał moje filmy na YouTube o rysiach ten pewnie widzi tutaj pewne podobieństwo. I tak! Bardzo dooobrze. Bo to jest bardzo podobna sytuacja.

No i też mówiłam przed momentem, że „wyobraź sobie, że jest las i potem gdzieś w jego środku, ktoś odizolował dość spory teren i wyciął drzewa, wykarczował go”. No właśnie. I jaki tu się pojawia kolejny problem? A no konflikt orangutanów z ludźmi. Bo las sąsiaduje z polem, np. właśnie taką plantacją palm olejowych. A że no wiadomo – jak człowiek wycina las to zwierzęta te, które tam mieszkały, nie mają nagle gdzie się podziać i gdzie żerować. Cierpią więc z tego powodu, albo po prostu giną widziane gdzieś na plantacji. Czasem to w ogóle starają się pewnie tylko jakoś ją przejść, żeby znów trafić do kolejnej części… cząstki lasu, a nie zaraz żeby pozabijać wszystkich rolników na tej plantacji. Ale no nic. Zobacz sobie ten filmik na YouTube, o którym wcześniej wspomniałam. Ten z orangutanem, który „napatoczył się” na ludzi, gdy Ci akurat byli w trakcie… rozwalania jego domu.

Ale co jeszcze można zrobić z takim orangutanem? Może, hm, może da się jakoś wykorzystać ten „odpad uboczny” niszczenia lasów? Odpad uboczny, czyli mam tu na myśli no ich ciała, ich części, albo po prostu małe osobniki, które gdzieś tam tkwiły przy swojej matce... No można, tak, tak, ludzie i tutaj znaleźli na to sposób! Mięso orangutanów może być z powodzeniem sprzedawane, tak samo jak ich noworodki – oczywiście na czarnym rynku. Mięso, wiadomka, jako przysmak, a maluszki jako zabawki. Ale o tym jeszcze zaraz.

Wróćmy do opisu gatunku. W sumie obiecałam, że te smutne informacje będą tak przeplatały się z ciekawostkami na temat tego gatunku, żeby nie było, no aż tak ponuro, ale teraz, w tej sekundzie, tak zdałam sobie sprawę, że paradoksalnie – może być przez to jeszcze bardziej depresyjnie…

No nic. Dobra. Brnijmy w to dalej bo jak mówiłam - nieświadomość tego wszystkiego jest gorsza bo często przyczynia się ona (pośrednio bądź też nie) do popierania i wspierania takich incydentów.

Zatem orangutan prowadzi nadrzewny tryb życia i porusza się po drzewach brachiacją. Wyjaśniałam co to jest w artykule Wyspy Gibonów – są też tam filmiki, polecam! Orangutany aktywne są za dnia – na noc budują platformę na drzewie, gdzie moszczą sobie legowisko i śpią, a gdy pada okrywają się dużymi liśćmi.

Ciąża trwa, tak jak u ludzi - około 9 miesięcy. Samica rodzi tylko jedno młode na raz i opiekuje się nim jakieś 6 - 7 lat. W tym czasie nie zachodzi też w ciążę ponownie. Całą swoją uwagę skupia na maluchu, a nie na jakiś tam zalotach. Jedna samica w ciągu swojego całego życia może mieć zaledwie dwa lub trzy młode. To nawet mniej niż ludzie. Już chyba rozumiesz dlaczego tak ciężko jest odbudować ich populację? Masakra to jest jakaś.

To wszystko, według ewolucjonistów, to doskonale dobrana przez naturę strategia, która nie wykorzystuje, aż tak bardzo zasobów przyrody. No, szkoda, że nas tak przyroda nie uwarunkowała, ku.wa mać.

Jest taka Pani – nie wiem czy dobrze przeczytam to nazwisko bo ono jest niemieckie… Maria Voigt (nie wiem :D napiszę je na dole, pod podcastem!). Jest ona prymatolożką, pracującą w Instytucie Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Niemczech. Na podstawie tempa zanikania naturalnych siedlisk oraz tam innych czynników oszacowała ona, w 2018 roku, czyli już dwa lata już temu, że w ciągu najbliższych 35 lat, może zniknąć kolejne 45 tysięcy orangutanów. No. I doprowadzimy populację orangutana borneańskiego do upadku.

Dobra. No wiiiidzisz…. Mówiłam, że będę opowiadać o orangutanach milion lat. A mam jeszcze i tak kilka materiałów w głowie. No dużo tego! Niemniej jednak – na pewno jeszcze coś wstawię, jakieś urywki i ciekawostki na Facebooka i Instagrama – w poście lub w relacji. Także śledź to!

No ale Chico, halo. O nim przecież mowa. Żył on jak zwierzątko domowe, a w zasadzie to raczej jak małe dziecko, aż przez sześć lat. Tak normalnie, w domu, z ludźmi. Chico został w ogóle schwytany w swojej ojczyźnie, na Borneo, a następnie nielegalnie przemycony do Tajlandii. Następnie sprzedano go za gruby hajs, bo jak już wcześniej wspomniałam za prawie milion batów i utrzymywany był w domu. Ale Ci jego „właściciele” musieli być zamożni, ja cię nie pierdzielę. No, milion batów to w Tajlandii serio, to jest… to jest dobry piniądz! Niestety, ten cały dorobek chyba trochę zakopał im mózg i gdy Chico dorósł i zaczął przejawiać zachowania charakterystyczne dla swojego gatunku, w pełni naturalne bo JEST ORANGUTANEM A NIE CZŁOWIEKIEM, właściciele nagle postanowili się go pozbyć. Pozbyć się tej zabawki, eee znaczy małpki.

Chico przebywał przez całe swoje dotychczasowe życie w warunkach zupełnie nienaturalnych dla niego. Na początku, gdy Chico trafił do ośrodka, opiekował się nim Shawn – jeden z pracowników. Został oddany przez właścicieli do ośrodka w ogóle z całą taką „wyprawką” swoją, czyli jak możesz zobaczyć na zdjęciu pod podcastem – z jakimś samochodzikiem, ubrankami, kosmetykami i tutaj dodam bardzo wyraźnie LUDZKIMI KOSMETYKAMI, były tam też jakieś słodycze… też to były ludzkie oczywiście słodycze, nie mówię tutaj o słodkich owocach, tylko o po prostu cukierkach. Gdy Chico trafił do ośrodka fundacji Wildlife Friends Foundation Thailand nie wiedział za bardzo co się dzieje. No nie dziwię się w końcu trafił z domu na wybieg. I nie mam tu na myśli, że ŁO JO JO JOJ w domciu miał miękką podusię, a tutaj tylko krzaki! Nie. Mam na myśli to, że sześć pierwszych lat swojego życia spędził nie wiedząc zupełnie, ale to zupełnie – kim tak naprawdę jest. Chico musiał się wszystkiego nauczyć – łącznie z tym jak być po prostu SOBĄ. Cały okres podczas, którego miała zajmować się nim mama i uczyć go tego jak być orangutanem, on spędził w ludzkim domu. Masakra to jest jakaś. Nawet teraz jak to opowiadam Tobie, już znając przecież dwa lata tą historię, to wciąż niesamowicie mnie to wkur… denerwuje. Zniesmacza mnie to…

Po jakimś czasie, czasie odpowiedniej rehabilitacji, Chico mógł żyć na jednym wybiegu wraz z Maggie (też orangutan – osobna historia), a w 2018 roku zostały te dwie małpy przeniesione do wielkiej, wybudowanej specjalnie dla nich właśnie, zagrody, takiego wybiegu, gdzie uczą się już bardziej zaawansowanego dzikiego życia, w którym mają coraz to mniejszy kontakt z ludźmi, ale za to więcej możliwości przejawiania naturalnego behawioru.

A no i dodam jeszcze może tylko, że Chico trafił do ośrodka w 2016 roku. i, że wolontariusze nie zajmują się orangutanami, w ogóle w tym ośrodku. Totalnie nikt nie ma prawa, oprócz Shawn’a wchodzić na ich wybieg. Tylko on je karmi i naprawia jakieś tam zniszczenia na ich wybiegu. Ja miałam szczęście bo jak odwiedziłam okolice ich wybiegu, to chyba tam za trzecim razem, akurat właśnie były przy ogrodzeniu i mogłam na nie troszeczkę popatrzeć.

Orangutany są do Tajlandii szmuglowane, a potem wykorzystywane, dość często, zadziwiająco często, do takiej „atrakcji turystycznej” jaką są UWAGA walki małp - boks orangutanów. Serio. Istnieje coś takiego. Nie wiem czy rozumiesz w ogóle absurd tego zdarzenia - daje się im rękawice bokserskie i mają się okładać. Wpisz sobie w Google „orangutans boxers” lub coś podobnego to naprawdę będziesz zdziwiona/zdziwiony ile wyskoczy Ci wyników i obrazów.

Ok, może tutaj zakończmy pierwszą część tego podcastu i zróbmy sobie małą przerwę. Oczywiście mam jeszcze sporo do opowiedzenia w tym temacie, sporo przykładów chcę Ci jeszcze przybliżyć, ale zostawmy to na następny tydzień, na następny poniedziałek. Żeby nam po prostu głowy nie eksplodowały. Przetraw to co dziś usłyszałeś/usłyszałaś i przygotuj swoje nerwy na następny tydzień bo będzie ciekawie, będzie się działo! Daj znać też na Facebooku lub Instagramie co najbardziej Tobą wstrząsnęło, co najbardziej Cię z dziwiło w dzisiejszej treści.

Dzięki, że z nami jesteś, dzięki że z nami byłeś/byłaś! Do potem, do zobaczenia na Facebooku i Instagramie. Pa!

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com